ul. Rakowiecka 25/27
02-517 Warszawa
 
22 443 64 00
 
 
 
22 443 65 00, 22 443 65 01
 
22 443 65 13
 
Wyślij link mailem
grafika
Niezwykli mieszkańcy mokotowskiego domu
Opublikowano: 03.12.2020

Niezwykli mieszkańcy mokotowskiego domu

4 grudnia 2020 r. odsłonięto tablicę upamiętniającą zasłużonych dla kultury polskiej, mieszkańców domu przy ul. Odolańskiej 20.

Fotografia współczesna domu przy Odolańskiej 20 (Fot. Tomasz Mościcki).

Fotografia współczesna domu przy Odolańskiej 20 (Fot. Tomasz Mościcki).

W historii każdego miasta można znaleźć miejsca, o których czasami mówi się, że jest w nich genius loci, ów szczególny „duch miejsca”, sprawiający, że wypełnia je energia ludzi, którzy na długi czas związali z nimi swój los. A cóż dopiero, gdy ową energią emanują wybitni twórcy, których nazwiska można znaleźć w każdej encyklopedii, których dzieła podziwiają kolejne generacje. Różne miasta mają takie domy, jednym z najsłynniejszych jest słynny krakowski Dom Literatów, miejsce naznaczone obecnością legendarnych już dziś prozaików i poetów. Z pewnością on właśnie stał się częścią historycznej pamięci dziejów powojennej polskiej kultury, stał się legendą, z którą zdawało się trudno jest mierzyć się innym, tak bardzo ta legenda przyćmiła inne miejsca i inne miasta, także Warszawę. A jednak i w niej, mimo niepomiernie trudniejszych powojennych warunków bytowych – takie miejsce powstało.

To kamienica na warszawskim Mokotowie przy Odolańskiej 20. Pamiątkowa tablica umieszczona w tym roku na jej fasadzie, upamiętniająca aż 11 wybitnych twórców polskiej kultury mieszkających w jednym czasie pod tym właśnie adresem każe sądzić, że to także „miejsce z duszą”, owym genius loci, że ci wspaniali lokatorzy naznaczyli je swoją obecnością, legendą swoich dokonań i tą tajemną energią, którą emanują od siebie jednostki najwybitniejsze.

 Fotografia domu z tablicą

Fotografia domu z tablicą

Dom przy Odolańskiej pod numerem 20 powstawał w dobrym czasie dla Mokotowa. Zaledwie 20 lat po przyłączeniu go do Warszawy, niedawna wieś, później przedmieście szybko zaczęło zmieniać charakter, stając się ważną i modną dzielnicą miasta. Wzdłuż Puławskiej powstawały eleganckie kamienice w stylu panującego wówczas funkcjonalizmu, szybko zaczęto zabudowywać znajdujące się nieopodal ulice. Dom przy Odolańskiej 20 powstał właśnie w tamtym czasie. Choć nie tak luksusowy i reprezentacyjny – był jednak nowoczesny i wygodny.

fot. Odolańska 20 - fasada 1938 ze zbiorów Archiwum Państwowego w Warszawie

fot. Odolańska 20 - fasada 1938 ze zbiorów Archiwum Państwowego w Warszawie

O statusie jego mieszkańców może świadczyć pierwsza zrobiona mu fotografia pochodząca z roku 1938 – na dachu kamienicy wyraźnie widać kreski radiowych anten. Mieszkańcy byli więc ludźmi żyjącymi dostatnio – stać ich było na nietanie wówczas radioodbiorniki!

Już kilka lat później kamienica była milczącym świadkiem i ofiarą tragedii Mokotowa.

Na lotniczym zdjęciu wykonanym z 1945 roku widać tylko jej zewnętrzne mury. Zniknął dach, nie ma wnętrz. Pozostała jedynie żelbetowa klatka schodowa. Wydawało się, że nic nie ożywi już tego storturowanego, martwego domu. Stało się jednak inaczej. Podjęto decyzję o jego odbudowie. Zmieniono nieco układ 7-osiowej fasady, z jej lewej strony dodając ślepą ścianę dobudowanego aneksu – na niej właśnie zawisła nasza tablica.

Na odbudowywaną kamienicę szybko zwrócili uwagę najważniejsi ludzie powojennego warszawskiego teatru. Niósł warszawiakom wytchnienie w trudnym powojennym czasie, ale i dzielił z całą ludnością miasta trudy i bolączki codzienności – wśród nich dotkliwy brak mieszkań. Odbudowywany dom przy Odolańskiej 20 stał się przedmiotem rywalizacji Eugeniusza Poredy – dyrektora Miejskich Teatrów Dramatycznych z dyrektorem Teatru Polskiego Arnoldem Szyfmanem. Ślady ich walk pozostały w archiwalnych miejskich dokumentach. Lokalowe potrzeby artystów były wyjątkowo pilne – wielu z nich bowiem było faktycznie ludźmi bezdomnymi, koczującymi w trudnych do wyobrażenia warunkach, często śpiąc w teatralnych pomieszczeniach. Poreda przegrał jednak z Szyfmanem. Ten pozycję miał zdecydowanie lepszą – zdołał wywalczyć przydział kamienicy swojemu teatrowi. Było to już zatem trzecie miejsce zamieszkania artystów Teatru Polskiego: po Wileńskiej 13 w roku 1945, późniejsze przy Sewerynów 4. A jednak wśród lokatorów domu znalazła się tylko jedna dwie artystki Teatru Polskiego. Da się to wytłumaczyć wiejącym nad Polską wiatrem historii: w roku 1948, gdy oddawano do użytku świeżo odbudowany dom przy Odolańskiej – pozycja Szyfmana mocno się już bowiem chwiała. Dom, przeznaczony pierwotnie wyłącznie dla artystów Teatru Polskiego znalazł się zatem w dyspozycji Ministerstwa Kultury i Sztuki, przyjął zatem pod swój dach artystów uprawiających różne dziedziny sztuki – choć w gronie lokatorów mieli dalej przeważać aktorzy.

Zaczęto go zasiedlać w 1949 roku. Jedną z pierwszych lokatorek była Mieczysława Ćwiklińska, której wtedy właśnie przydzielono jedno z mieszkań na parterze. Wracała do Warszawy po kilku latach powojennego rezydowania w Krakowie. Do wyboru miała angaż w powstającym na nowo Teatrze Narodowym albo u Szyfmana w Polskim. Wybrała ten drugi. Od 1948 roku zachwycała warszawską publiczność swoją Szambelanową w Panu Jowialskim w reżyserii Ludwika Solskiego, a już wkrótce – już w czasie, gdy stała się pełnoprawną lokatorką wygodnego mieszkania przy Odolańskiej – miała z niego wyruszać do Teatru Polskiego, by na jego scenie przeistaczać się w kasztelanową Gnojeńską w sztuce Hieronima Morstina Polacy nie gęsi, Arsenę w Mizantropie czy zaskakującą panią Dulską z „tragifarsy kołtuńskiej” Gabrieli Zapolskiej.

Odolańska miała jednak stać się czymś w rodzaju „stacji przesiadkowej” w jej powojennych losach. Wyprowadziła się niedługo później by osiąść w mieszkaniu w Alei 3 Maja. Opuszczone przez nią mieszkanie znalazło wkrótce inną, równie słyną lokatorkę…

Irena Eichlerówna, bo o niej mowa, życiową przystań w domu Odolańska 20 znalazła po latach wojennej tułaczki w Ameryce Łacińskiej. Była gwiazdą teatru brazylijskiego, grała w przedstawieniach znakomitego polskiego reżysera Zbigniewa Ziembińskiego, zwanego czasem „ojcem teatru brazylijskiego”. Przed wybuchem wojny miała już ugruntowaną pozycję jednej z najwybitniejszych gwiazd młodego polskiego aktorstwa. Kilka miesięcy przed wrześniową tragedią 1939 roku zachwyciła Warszawę tytułową rolą w przedstawieniu Madame  Sans-Gene Sardou, do Warszawy wracała po dekadzie nieobecności. W chwili obejmowania w użytkowanie parterowego mieszkania przy Odolańskiej, to czasy związku z Teatrem Współczesnym Erwina Axera (z którym przyjaźniła się jeszcze w przedwojniu) – w tym słynne przedstawienie Profesji pani Warren, a potem – już do końca drogi artystycznej – Teatr Narodowy. Trzeba bowiem pamiętać, że połowa lat 50. to okres połączenia dwóch teatrów: Narodowego i Współczesnego pod wspólną dyrekcją Axera, także powstałe wówczas słynne przedstawienie Marii Stuart Fryderyka Schillera w reżyserii Axera z legendarną tytułową rolą Eichlerówny. W pamięci najstarszego pokolenia warszawiaków pozostaje sztuka aktorska tej wielkiej artystki: niesłychanie indywidualne, niepodrabialne – często mówiono o nim „manieryczne”, królewskie role, którymi dominowała nad całym zespołem, tworząc nimi własne teatralne światy.

Artyści Teatru Współczesnego stanowili w ogóle osobną grupę mieszkańców domu przy Odolańskiej. Do swej śmierci w 1982 roku mieszkała tu aktorka Stanisława Perzanowska – już przed wojną uznawana za jedną z najbardziej twórczych postaci nowoczesnej polskiej reżyserii, wsławiona molierowskimi przedstawieniami na scenie prowadzonego, aż do wybuchu wojny przez Stefana Jaracza - Teatru Ateneum. Na Odolańskiej osiadła po trzyletnim okresie czyśćca – zakazu artystycznej działalności na stołecznych scenach wobec zarzutów pracy na deskach tzw. teatrzyków jawnych w okresie okupacji. Artystyczną przystań znalazła zrazu w teatrach: Nowym, Polskim i Narodowym, później w Axerowskim Teatrze Współczesnym. Radiosłuchacze zatrzymali w pamięci charakterystyczny, nieco chrapliwy głos Heleny Matysiakowej, w którą Perzanowska wcielała się przez wiele lat radiowej sadze warszawskiej rodziny Matysiaków. Wychowała także dwa pokolenia polskich aktorów. Do 1968 roku była jedną z najbardziej cenionych profesorów warszawskiej PWST. Na Odolańskiej mieszkała ze swoim mężem Zygmuntem Chmielewskim, znakomitym aktorem teatralnym, radiowym, także uprawiającym działalność pedagogiczną.

Jedno z mieszkań na parterze zajęła inna wspaniała artystka Współczesnego: Irena Horecka. I ona, podobnie jak wielu lokatorów naszej kamienicy, do Warszawy wróciła pod koniec 1948 roku. Grała w stolicy przed wojną – ceniono jej występy w Teatrze im. Bogusławskiego, także w Jaraczowskim Ateneum. Jej drugi warszawski okres, znaczony mieszkaniem przy Odolańskiej to właśnie Współczesny, któremu pozostała wierna aż do śmierci w 1978 roku. Akulina w Mieszczanach Gorkiego, Wdowa w Ich czworo, Pani Latter  w Pensji Pani Latter rolw w przedstawieniach z wczesnych lat 50. mogły się rodzić nie tylko w teatrze, ale i w domowym zaciszu Odolańskiej. Można sobie wyobrazić, że wraz z Eichlerówną spotykały się także, by omawiać swoje role w słynnym przedstawieniu Marii Stuart w Teatrze Narodowym z 1955 roku. Eichlerówna grała tytułową bohaterkę, Horecka grała w tym przedstawieniu jej wielką antagonistkę – królową Elżbietę…

I jeszcze jeden lokator kamienicy przy Odolańskiej – również z kręgu Teatru Współczesnego. Stanisław Daczyński. Wspaniały aktor, mistrz prowadzenia scenicznego dialogu, subtelny psycholog tworzonych przez siebie postaci, legendarny profesor Sonnenbruch z Niemców Kruczkowskiego inaugurujących działalność Współczesnego, Higgins z Pigmaliona Shaw na scenie pobliskiego Teatru Nowego, Biedermann z legendarnego przedstawienia Biedermanna i podpalaczy w reżyserii Axera z 1959 roku, także zasłużony wychowawca młodych aktorów przez długie lata wykładający w warszawskiej PWST. Mieszkał przy Odolańskiej aż do śmierci w 1964 roku.

Lokatorami tej niezwykłej kamienicy byli także dwaj wybitni śpiewacy warszawskiej opery.

Franciszek Arno mieszkający tu od 1948 roku uważany był za jednego z najwspanialszych tenorów pierwszych powojennych dekad. Znakomite warunki głosowe łączył z psychologiczną prawdą tworzonych na scenie postaci, podkreślano często, że pomagał mu w tym prawdziwy aktorski temperament, ale i świetna sprawność ruchowa pozwalająca na zerwaniem ze sztampą operowych przedstawień, statyczności śpiewaków. Tworzone przez niego postacie żyły prawdziwym życiem, a Jontek z Halki śpiewany nie tylko na scenie Opery Warszawskiej, ale i w kilku innych teatrach przeszedł do legendy jako jedna z najlepszych interpretacji tej partii w historii wystawiania tej opery.

Od 1949 roku jedno z mieszkań przy Odolańskiej 20 zajmował Albin Fechner, w latach 1949-1957 śpiewający wspaniałym barytonem i ujmujący oszczędnością i prawdą gry scenicznej partie Kostryna w Goplanie Żeleńskiego (1949), Miecznika w Strasznym dworze (1950), Germonta w Traviacie (1952), czy wysoko cenioną partię Scarpi w Tosce (1953). Jego trwający 7 lat warszawski okres kariery – przed  zaangażowaniem się do Opery Poznańskiej w życiu prywatnym związany był właśnie z Mokotowem i ulicą Odolańską.

Kamienicę zamieszkiwało także dwóch wybitnych kompozytorów.

Józef Swatoń ma swoje miejsce w historii polskiej muzyki przede wszystkim jako znawca i miłośnik twórczości ludowej, jej popularyzator przetwarzający ludowe pieśni i motywy w sztukę wysoką. W początku lat 50. wiele polskich chórów śpiewało ludowe pieśni w jego opracowaniu, sam prowadził także znany w powojennych czasach chór pieśni i tańca „Starówka”, tworzył również piosenki dla dzieci. Ale to nie jedyne pola twórczości i jego zainteresowań: jego popularyzatorskie prace poświęcone twórczości Fryderyka Chopina zapewniły mu miejsce także pośród polskich chopinologów.

Od kwietnia 1950  do roku 1954, a więc do decyzji o pozostaniu na Zachodzie i pociągającym ją cenzorskim zapisie na całą jego postać i twórczość przy Odolańskiej 20 mieszkał Andrzej Panufnik. Lokal przy Odolańskiej obejmował już jako artysta bardzo zasłużony, do niedawna dyrektor odrodzonej warszawskiej Filharmonii, dyrygent jako z niewielu z naszego kraju objeżdżający cały niemal świat  koncertami, także  kompozytor u ugruntowanej sławie twórcy zafascynowanego matematyczną stroną muzyki, symetriami, złotym podziałem.

To właśnie tu, w mieszkaniu przy Odolańskiej powstała Uwertura heroiczna z 1952 roku iskomponowany w tym samym czasie Koncert gotycki na trąbkę, harfę, kotły i cały wykonawczy aparat orkiestry symfonicznej.

To naprawdę niezwykły dom, jego historia da się porównać z legendą słynnego krakowskiego Domu Literatów, zajmująca tyle miejsca w powojennej historii polskiej kultury.  Już w opisywanym tu czasie adres Odolańska 20 szybko zdobył sławę i podziw. Także wśród okolicznych mieszkańców.

Piszący te słowa, choć od urodzenia mieszkający na prawym brzegu Wisły – korzenie ma mokotowskie. Niedaleko od kamienicy będącej bohaterka tego szkicu, w domu na rogu ulic Bałuckiego i Odolańskiej, przyszedł na świat mój ojciec. Dzięki jego wspomnieniom nastolatka można wyobrazić sobie Mieczysławę Ćwiklińską późnym popołudniem wychodzącą z kamienicy. Zawsze elegancka, otulona futrem wsiadała do służbowego samochodu, by o siódmej wieczór stanąć na scenie Teatru Polskiego. Inny służbowy samochód musiał później zabierać do Teatru Współczesnego, a i do Narodowego Irenę Eichlerównę. Skromniejsi od nich Stanisława Perzanowska, Irena Horecka i Stanisław Daczyński do swojego Teatru Współczesnego docierali zapewne własnym przemysłem. Z tych wspomnień mojego ojca wyłania się też potężna sylwetka Zygmunta Chmielewskiego przemierzającego Odolańską dostojnym, aczkolwiek nieco chwiejnym czasem krokiem, jako że znany był z zamiłowania do trunków rozgrzewających duszę i ciało… Mógł minąć się na klatce schodowej z zawsze eleganckim i wytwornym Andrzejem Panufnikiem.

Tak było kiedyś… Upływ czasu sprawił, że nie ma już pośród żyjących żadnego z legendarnych mieszkańców domu przy Odolańskiej 20. Pozostali na kartach historii  kultury naszego kraju i w dziejach Warszawy oraz tej „małej ojczyzny” – Mokotowa. Pamięć o niezwykłych lokatorach mokotowskiej kamienicy kultywują z dumą jej mieszkańcy, są wśród nich ich potomkowie i spadkobiercy. Pamiątkowa tablica ufundowana przez władze dzielnicy odsłonięta późną jesienią 2020 roku sprawi, że wiedza o historii tego miejsca, jego legenda będzie znana wszystkim przemierzającym ulicę Odolańską, położoną tak blisko wiecznie ruchliwej i głośnej ulicy Puławskiej, a sprawiającą wrażenie, że czas zatrzymał tu swój bieg.

Może niejeden przechodzień zatrzyma się przed tą tablicą i oczami wyobraźni ujrzy któregoś z mieszkających tu niegdyś artystów stojącego w drzwiach tego niezwykłego domu.

Tomasz Mościcki, listopad 2020 r.

Artykuł powstał na zamówienie Urzędu Dzielnicy Mokotów. m.st. Warszawy

PDF
Drukuj
Powrót
kontakt